Jak zostałem designerem

… czyli jak nie potrafisz znaleźć lampy, która z jednej strony trafia w Twój gust, a z drugiej nie zrujnuje domowego budżetu – to musisz tą lampę samemu zaprojektować i zrobić sobie we własnym zakresie (no bo przyznaję, że bez elektryka domowego projekt by nie wypalił, ale od czego ma się rodzinę?).

W trakcie montażu, ale już wygląda niezgorzej.

Podczas instalacji elektryki, padło pytanie gdzie mają być wyprowadzenia oświetlenia. O ile w innych pokojach nie było problemu, tak w salonie oczywiście problem był.

Po intensywnych (acz krótkich – bo elektrycy na miejscu) konsultacjach zdecydowaliśmy się na wyprowadzenie punktów w samym szczycie naszego sufitu “katedralnego”. Na zasadzie,: “a potem się pomyśli”.

Intensywne poszukiwania lamp, które by nam się podobały spełzły na niczym (bo z całym szacunkiem, ale jedyna lampa, która trafiła w nasz gust kosztowała jakieś 1400 zł i niejako z założenia odpadała).

Czytaj dalej Jak zostałem designerem

Pada śnieg…

W Niewieszy zima i nasz domek czeka spokojnie uśpiony (choć coś tam się dzieje – o czym więcej wkrótce).

Po lewej resztki bałwana ulepionego przez jedna z ekip.

Święta, święta …

To już drugie święta naszego bloga i naszej budowy.

Wszystkim, którzy nas wspierali, dla nas lub z nami pracowali, lub tylko nas obserwowali, składamy najlepsze życzenia: żeby problemy były małe, a sukcesy duże, żeby zdrowie dopisywało, a choroby omijały i żebyście częściej się uśmiechali, a także (a może przede wszystkim) aby do was, częściej się uśmiechano.

 

Coś się opóźnia, a coś przyśpiesza

… czyli początek jesieni w Niewieszy.

Najpierw serdeczne gratulacje dla p. Karola (czytaj kafelkarza), który co prawda przerwał prace, ale jest usprawiedliwiony – bowiem urodziła mu się córeczka! Od całej naszej rodzinki szczere życzenia zdrowia i pomyślności w życiu dla “małej”!

Wracając do budowy – jesień zaczęła z grubej rury od jakiegoś małego orkanu, zimna i deszczu. Naszej trawie to nie przeszkadza.

Pogoda prawdziwie jesienna, ale kolor trawnika temu przeczy.

Czytaj dalej Coś się opóźnia, a coś przyśpiesza

Terraformowanie, czyli jak zostałem marsjaninem

Jako dziecko marzyłem o lotach kosmicznych i terraformowaniu jakiegoś globu (na początek mógłby być Mars).

Jako, że Hollywood już mnie uprzedziło, to postanowiłem rozpocząć od doświadczeń we własnym ogródku. Na razie po kilku godzinach pracy mamy krajobraz marsjański (czerwonawa gleba, nawet pyli się podobnie).

Niemniej liczę, że cały proces uda się (w uproszczeniu oczywiście) przeprowadzić w naszej Niewieszy jeszcze w tym miesiącu.

Marsjańska gleba ze śladami łazika (nasz był trochę cięższy niż oryginał)

Czytaj dalej Terraformowanie, czyli jak zostałem marsjaninem