Niech tworzy się światło, czyli nasza opinia o EkolHouse.

Przyznam szczerze, że temat fotowoltaiki – bo to o nim jest ten wpis – “chodził za nami” od początku budowy. Co gorsza, od początku wiedzieliśmy, że z racji ograniczonego budżetu musi być odłożony na później. Teraz jednak korzystając z programu “Czyste powietrze” (dofinansowanie pompy ciepła – o czym więcej już wkrótce) pojawiła się finansowa możliwość realizacji naszego małego marzenia.

Amerisolar Black 320W na dachu w Niewieszu
Amerisolar Black 320W elegancko ułożone na dachu – tu widok na string południowy.

Wybór firmy nie był wcale prosty. Rozesłaliśmy zapytania do kilkunastu firm (dużych, małych, nawet fotowoltaika IKEA się tam zaplątała), ostatecznie na placu boju zostały trzy firmy, a z nich najbardziej spodobała nam się oferta EkolHouse z Zabrza.

Jeszcze w trakcie montażu, ale czerń jest bardziej czarna niż nasze dachówki (o ile w przypadku czerni możliwe jest mówienie o kolorze i odcieniach). Black w nazwie jednak zobowiązuje.

Co przeważyło? Dobry kontakt (pozdrawiamy Panią Olę), kompleksowe podejście do całości przedsięwzięcia oraz (dla nas bardzo ważne) naprawdę czarne panele fotowoltaiczne firmy AmeriSolar – model AS-6M30 320 BLACK. Ustaliliśmy moc (teoretyczną, maksymalną) na ~6KW generowaną przez 19 paneli po 320W każdy (i niewiele więcej byśmy zmieścili – przynajmniej na dachu). Falownik (czyli inwerter sieciowy) to konstrukcja Sofar Solar – model 5.5KTL-X WiFi posiadający dwa moduły MPPT, które pozwalają lepiej zoptymalizować produkcję energii, z dwóch różnych łańcuchów (stringów) – wygląda bardzo solidnie, o czym nieco dalej.

Poza niezbędnymi elementami przewodzącymi – jest naprawdę czarno. Panele Amerisolar 320W Black w zbliżeniu, jeszcze w oczekiwaniu na montaż.

Z racji wysokości naszego domku, zdawaliśmy sobie sprawę, że panele fotowoltaiczne będą bardzo mocno wyeksponowane od strony elewacji ogrodowej. Dlatego też czarny kolor paneli wydawał nam się najlepszym, żeby nie powiedzieć jedynym rozsądnym wyborem. Niestety większość producentów paneli fotowoltaicznych, która teoretycznie proponuje czarne panele – niektóre noszą nawet dumną nazwę “FullBlack” – w rzeczywistości zawsze doposaża je w białe kwadraty, dziwne jasne pasy, czy o zgrozo: srebrne ramki. Chcieliśmy po prostu uniknąć pstrokatego dachu i to się udało! Panele AmeriSolar 320W Black (nazwa nie jest oszustwem) komponują się całkiem nieźle z dachem i wykuszem (choć trzeba przyznać, że w słoneczny dzień szyby ochronne odbijają sporo światła, wpadając w lekko błękitny odcień), jednak na co dzień wygląda to naprawdę elegancko.

Wygląda naprawdę nieźle – zobaczymy jak będzie z produkcją energii elektrycznej.

Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że dla produkcji prądu kolor paneli (a szczególnie ramek) nie ma znaczenia (przy założeniu, że i tak wybieraliśmy panele mono – czyli czarne, w odróżnieniu od paneli polikrystalicznych, które najczęściej przyjmują barwę niebieską). Niemniej dla naszego poczucia estetyki był to bardzo istotny parametr. Jak widać na zdjęciach – nie zawiedliśmy się, jest stylowo.

Montaż paneli fotowoltaicznych przeprowadzony przez Ekolhouse naprawdę sprawnie, choć pogoda była w kratkę.

Trzeba przyznać, że ekipa montażowa (czysta, uprzejma i terminowa) z EkolHouse, postarała się bardzo przy montażu – układając panele profesjonalnie, równo i dbając o estetykę całości. Kabelki (prowadzące od paneli fotowoltaicznych do falownika) udało im się tak pochować, że na południowej elewacji niemal ich nie widać, a wschodnia jest tak mało widoczna, że można to pominąć (choć po prawdzie zamaskowali je bardzo skutecznie). A napięcie w tych przewodach nie jest małe (230V od wschodu i 460V od południa – oczywiście prąd stały – przy natężeniu dochodzącym do 8-9A).

Wschodni string. Widoczny dopiero z drogi, trzeba było przełożyć nawiewniki.

Z racji braku miejsca na dachu od strony południowo-zachodniej (13st na zachód), drugi string (zestaw paneli), umieściliśmy na elewacji wschodnio-południowej. Wyszło naprawdę nieźle i wstępne testy mocy pokazują naprawdę bardzo “przyjemny” poziom generowanego prądu. Więcej napiszę jak tylko Tauron (jako mój dostawca energii) wymieni licznik energii na dwukierunkowy, bo w tej chwili płacę za produkowany przez falownik i panele (czyli przez siebie) prąd. Także panele AmeriSolar Black 320W na razie na plus zarówno od strony estetycznej jak i funkcjonalnej.

W kotłowni też wszystko zostało dobrze porozmieszczane, a przewody elegancko pochowane w korytkach. Dodatkowo zarówno przewody DC jak i AC zostały zabezpieczone przed przepięciem i wyposażony w odpowiedni wyłącznik odcinający. Wszystko jest bardzo ładnie uziemione (sporo tych uziemień wyszło) i pospinane razem.

Ładnie i czysto, a co najważniejsze – działa. Ekolhouse spisał się na 5! Poniżej zabezpieczenia przeciwprzepięciowe i wyłącznik – schowane w gustownych skrzyneczkach.

Sam falownik Sofar Solar robi bardzo dobre wrażenie. Jego moc znamionowa to 5,5KW (wbrew pozorom, to nie jest błąd, że inwerter ma mniejszą moc niż teoretycznie maksymalna paneli – szczególnie w takim układzie jak mój – z dwoma stringami). Z tyłu falownika, znajduje się potężny radiator, mający na celu utrzymanie urządzenia w prawidłowej temperaturze, nawet podczas generowania nieco większej niż jego maksymalna mocy. Podczas normalnej pracy (o ile udało mi się zorientować) urządzenie jest bezgłośne i nie nagrzewa się zbytnio.

Falownik wyposażony jest w modem WiFi, co pozwala na monitorowanie jego pracy – poprzez stronę WWW lub aplikację mobilną. O ile strona jest naprawdę przemyślanie zorganizowana, o tyle aplikacja to zadziwiający chaos i różne odczyty tej samej wartości w zależności od aktualnie wyświetlanego ekranu. Z tego co się zdążyłem zorientować , wiele innych firm oferuje DOKŁADNIE tą sama aplikację, choć pod rożnymi nazwami. Takie to czasy teraz.

Panel kontrolny falownika Sofar Solar i złapana moc 4.2 kW. Chwilę potem było nawet 4.4 kW (choć liczę, że okolice 5+ są w zasięgu). Zmienne warunki nasłonecznienia i brak infrastruktury Tauron uniemożliwiły dalsze testy. Pełna obserwacja będzie możliwa dopiero po wymianie naszego licznika prądu w Niewieszu na dwukierunkowy.

Ekolhouse po montażu dostarczył sprawnie i szybko wszystkie dokumenty do Taurona (na czym mi zależało, bo chciałem jak najszybciej złożyć dokumenty i zacząć produkować prąd). Muszę przyznać, że pozornie banalna sprawa, a stron zebrało się z 30. Takie to już nasze narodowe dbanie o środowisko (choć przyznaję, że nawet nie zbliża się do ilości dokumentów jakie wygenerowaliśmy dla potrzeb “Czystego powietrza”).

Także na razie nie produkujemy prądu (bo papierologia), ale wszystko wygląda naprawdę dobrze. Potem planujemy skorzystać z dotacji w ramach programu “Mój prąd“, ale to wymaga zakończenia spraw formalnych z Tauronem – zobaczymy jak będzie i ile czasu to zajmie.

Ekipa podczas montażu paneli.

Dlatego możemy wystawić firmie Ekolhouse Sp. z o.o. z Zabrza, naszą rekomendację, gdyż w zgodnej opinii całej rodziny (w tym nadzorującego montaż seniora rodu) firma naprawdę zasługuje na pochwałę, rzetelnie i terminowo wywiązując się z umowy. Bonusem była mała, ale potencjalnie bardzo cenna pomoc (w gratisie) pani sąsiadce, która borykała się ze skutkami ostatnich wichur.

Dlatego nasza rodzinna, niewieszańska rekomendacja należy się firmie Ekolhouse, naszej opiekunce z ramienia firmy oraz całej ekipie montażowej, która naprawdę przyłożyła się do pracy, ale też efekt jest naprawdę niezły i warty poniesionych kosztów.

Ekolhouse uczciwie zasługuje na prawdziwie 5 gwiazdek i to w zgodnej ocenie wszystkich członków naszej rodziny

Strona firmy dostępna jest pod tym adresem.

Dodaj komentarz

avatar
1000
  Subscribe  
Powiadom o