Świat jest mały

Pisząc to podsumowanie, sam się zdziwiłem ile za nami.

W chwili, gdy piszę te słowa, jesteśmy niemal na finiszu (ten wpis jakoś rodził się w bólach, co skutkowało kilkoma zmianami wstępniaka). Właściwie z oryginalnej umowy został strop wraz z ociepleniem oraz jakieś małe dodatki na zewnątrz.

Tynki w środku wyszły rewelacyjnie. Gładkie i równe, naprawdę nie ma się czego doczepić. Muszę przyznać, że kolejna ekipa, która pozytywnie zaskakuje. Szybko, sprawnie i czysto! Widząc środek podczas kładzenia tynków i dzień po, trudno było uwierzyć jakim cudem udało się tynkarzom tak dokładnie posprzątać wnętrza!

Tynk zewnętrzny (który przyprawił mnie o lekką palpitację) wyszedł rewelacyjnie (o czym pisałem poprzednio). Tak, wiem, kolor jest wyrazisty ale (naszym zdaniem) cudnie komponuje się z intensywnymi barwami jakie oferuje okolica (wszelkie odcienie zieleni i żółci) Niewieszy. Tynk położony równiutko, ekipę finalnie ocenię po wytynkowaniu cokołów.

Hydraulika zrobiona po prostu rewelacyjnie. Wszystko poukładane i pochowane, ładny kranik (niezamarzający) też mamy. Najlepsze, że przed montażem, (oczywiście) zapomniałem naciskać, żeby ciepła woda była w warstwie styropianu (chudziak, styropian, rurki, styropian). Na szczęście firma montująca (zestawienie firm wkrótce) spisała się na medal i zrobiła wszystko jak należy. Przy okazji ułożony styropian (równo), a brzegi zapiankowane.

Podbitka jest niemal ukończona (choć jeszcze powalczymy z kolorem). Ale już teraz domek wygląda naprawdę bardzo blisko naszych marzeń.

Montaż okien został poprawiony i jest w porządku. Drzwi udało się domyć (DQM’owi) i jesteśmy zadowoleni.

DQM wykazał też elastyczność i zrozumienie dla fanaberii inwestora, dzięki czemu, w międzyczasie mamy zrobione ogrzewanie podłogowe i wylewki (o tym w następnych postach).

A skąd tytuł?

Ano jak się okazało, ekipa od tynków (przynajmniej szef) pochodzi z miejscowości Łętownia w Małopolsce i mieszka 100m od miejsca, gdzie urodziła się moja babcia (od strony ojca)! Dodatkowo przyjacielem szefa ekipy jest mój wujek (który obecnie ma dom w miejscu tego starego, gdzie moja prababcia powiła moją babcię). Przyznam szczerze, że dla mojego rodziciela (który odwiedził w tych dniach budowę) była to okazja do miłych wspomnień.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o