To już jest koniec, czyli ciąg dalszy nastąpi

Dziś podpisaliśmy finalny protokół, choć główne prace DQM zakończył jakiś czas temu. Kilka malutkich spraw jest dokańczanych (poprawka na tynku), ale to już naprawdę drobiażdżki.

Od prawej p. Andrzej, koordynator budów i p. Taras, inżynier – nowy nabytek DQM’u i mam wrażenie, że będą mieli z niego pociechę.

Ponieważ dobrze nam szło, a kiedyś obiecaliśmy dzieciom, że budowa domu nie stanie się jedynym i absolutnym priorytetem w naszym życiu, tak wiec ostatnie dwa tygodnie koordynowaliśmy mając taki widok za oknem 😉 .

Tak, to ja się mogę budować 😉

Mimo dużego zaufania do DQM i świetnej naszej opinii o nich, to na budowie zostawiłem naszego “Oswojonego Owczarka Podhalańskiego” – w osobie mojego ojca (tytuł po nadaniu został skonsultowany), który doglądał wszystkiego i organizował tematy związane z płytami GK i drobnymi doróbkami.

Muszę przyznać, że mimo mojej nieobecności wszystko poszło bardzo sprawnie (też dzięki świetnemu kontaktowi z osobami z DQM’u) i oficjalnie dziś zamykamy temat budowy domu do stanu zgodnego z umową, jaką zawarliśmy z DQM (nazwijmy go deweloperski+).

Jeszcze przyjdzie czas na dokładną ocenę i podróż(e) sentymentalne w czasie, ale już dziś muszę napisać, że gdybym miał budować nowy dom, to z całą pewnością pierwszy telefon wykonuję do DQM’u (inna sprawa, czy chcieli by odebrać 😉 ).

Mimo, że de facto kończymy współpracę, to DQM i ludzie z nim związani (czy jako pracownicy, czy jako podwykonawcy) stworzyli ten dom, tak więc ich wysiłek i zaangażowanie stanowią nieusuwalną i bardzo ważną część duszy naszego domu. Dlatego “zostaną z nami” na dłużej.

Jako inwestorzy staraliśmy się stworzyć miłą atmosferę, a wykonawca w pełni się wpasował w taką koncepcję i naprawdę zorganizował prace tak, że zostają nam same miłe wspomnienia + parę anegdot.

Resztę prac będziemy organizować samodzielnie i przyznam szczerze, że będzie mi brakować telefonów do osób z DQM. I nie chodzi tylko o kontakty biznesowe – tak po ludzku mam wrażenie, że udało nam się przynajmniej polubić.

Z racji faktu, że kierownik budowy był moim imiennikiem (Piotr), to najczęściej nasza rozmowa wyglądała (mniej więcej) tak:

-I jak tam panie Piotrze?

-A jak ma być? Dobrze panie Piotrze.

Za to rozmów z kierownikiem projektu (p. Kamil), ze względu na ten cudowny, śpiewny akcent, nie da się przenieść na ekran – a szkoda to wielka.

-Co słychać panie Kamilu?

-Dobrze, pracują z tego co wiem.

Rzecz jasna większość rozmów nie kończyła się na takiej wymianie zdań i sprawnie ustalaliśmy szczegóły. Co ważne wszystkie (!) ustalenia były sprawnie wdrażane w życie.

Z dużych prac zakończone płyty GK na sufitach (bez szpachlowania) i to był ostatni punkt z umowy.

Katedra w trakcie wykończenia.

Także to już naprawdę koniec, ale jako, że dom będzie się rozwijał (no przynajmniej mamy taka nadzieję) to i ten blog będzie żył nadal swoim życiem.

Jako, że nie mamy oczywiście kafli na schodach i wiatrołapie to w gratisie dostaliśmy “ciepły” próg (styrodurowy).

To naprawdę ładny próg.

Poza tym obiecałem jeszcze kilka wpisów o samej budowie, wiec też słowa dotrzymam.

Za oknem w Niewieszy też jakby wszystko szybciej w tym roku.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o